Skills sp. z o.o.

LDI – lider “wstrząśnięty i zmieszany” – Tomasz Nędzi

Chcesz uzyskać wiedzę z przywództwa to idź na szkolenie

Kiedy znajomy Przemek Gawroński poinformował mnie o zbliżającym się LDI (Leadership Development Intensive) bardzo się ucieszyłem. Temat przywództwa od dłuższego czasu chodził mi po głowie. Wystarczająco długo by odbyć 2 kursy z coachingu prowadzone z Kanady i zakupić materiały szkoleniowe od angielskiej firmy. Czasu jednak mi nie starczyło na przeczytanie zakupionych materiałów, a chciałem zająć się swoimi umiejętnościami przywódczymi. Teraz nadarzała się świetna okazja. Zapisałem się. Wpłaciłem opłatę i czekałem na rozpoczęcie. Moje oczekiwania były proste: idziesz na szkolenie, uczysz się wiedzy i zostajesz liderem (albo lepszym liderem).

“Ludzkie losy spotykają się 2 razy”

Pojawiłem się na “szkoleniu” LDI. Zajęcia rozpoczął Dr John Scherer. Miałem okazję go poznać w roku 2013 na konferencji IPMA. Występował wtedy jako Key note speaker z tematem “Czego PRINCE2® Cię nie nauczy?”. Temat ryzykowny zwłaszcza, że na sali znajdowało się wielu Approved Trainer’ów PRINCE2® w tym niestety ja. W trakcie prezentacji zapytałem dlaczego mówi o PRINCE2® podkreślając braki metody, bo czułem się w tym obszarze zdecydowanie dobrze. John udzielił odpowiedzi, a w przerwie konferencji trochę ze sobą rozmawialiśmy i nawet zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcie. To jednak było 5 lat temu….

Teraz to ja byłem na nieznanym terytorium. Dr John Scherer to międzynarodowy autorytet w dziedzinie przywództwa. Zajmuje się tematem od czasów kiedy mnie jeszcze nie było na świecie. Spodziewałem się więc mnóstwa wiedzy przekazanej w krótkim czasie (zgodnie z programem od środy 14:00 do niedzieli 16:30). Oczekiwania brały się z moich wcześniejszych doświadczeń trenerskich. Skoro w ciągu 3 dni szkolenia PRINCE2® Foundation przekazywałem uczestnikom 383 strony podręcznika w formacie A4, to dlaczego nie miałbym nauczyć się więcej na temat przywództwa?

Wiedza to jedno, a przywództwo to drugie

Oczekiwałem wiedzy, a ku mojemu zaskoczeniu szkolenie zaczęło się od pytań skierowanych do mnie. 

To ja musiałem znaleźć odpowiedź w sobie, a nie przeczytać ją z podręcznika. To nie były łatwe pytania na, które odpowiadaliśmy przez kolejne 4 dni.

1. Z czym muszę się zmierzyć? – czyli z jakim największym problemem muszę poradzić sobie jak jako lider.

2. Co przynoszę? – w jaki sposób moja przeszłość i nauka pochodząca od osób najbliższych ukształtowała mnie dzisiaj.

3. Co mnie napędza? – jaką postać kreuję sobą w otoczeniu i od jakiego wizerunku uciekam – czyli do czego dążę i czego podświadomie unikam.

4. Co mnie wzywa? – co jest moim powołaniem, zarówno wynikającym z moich preferencji, jak i tym, które pochodzi z otoczenia zewnętrznego.

5. Co mnie uwolni? – jak wykorzystanie silnych stron postaci, którą kreuję i silnych stron wizerunku, którego unikam pomogą mi zostać skutecznym liderem wykorzystującym elastyczny wachlarz zachowań, żyjącym zgodnie z powołaniem.

By móc odpowiedzieć na te 5 pytań musiałem przez kolejnych kilka dni  zagłębić się w siebie. Udało mi się nawet przeżyć nawet kryzys tożsamości i poważny wstrząs w swoim sposobie postrzegania siebie.

Czas szybko płynie w dobrym towarzystwie

Nie było łatwe przyznanie się do własnych słabości zwłaszcza wśród grupy 11 uczestników i 3 wpółprowadzących warsztat (Anna Broniek, Przemysław Gawroński, Günter Westphal). Jednak atmosfera stworzona przez wszystkie osoby była bardzo wspierająca.

Uczestnicy pochodzili z Wielkiej Brytanii, Niemiec i Polski, więc językiem oficjalnym był angielski, a środowisko pracy międzynarodowe.

Zajęcia codziennie (od czwartku do soboty) zaczynały się o godzinie 7:30 ćwiczeniami (yoga, stretching, oddychanie, aikido), a po nich następowało wspólne śniadanie.

Pomimo tego, że lokalizacja była na Starym Mieście w Warszawie taki sposób zorganizowania warsztatu sprawił, że czułem się kompletnie wyrwany z kontekstu codziennych obowiązków i zobowiązań.

Bardzo dobrze, bo obowiązkiem lidera jest dbanie o samego siebie i rozumienie siebie, tak jak obowiązkiem dobrego drwala jest ciągłe ostrzenie piły.

Ten warsztat polecam wszystkim osobom, które chcą przeżyć prawdziwą transformację od osoby działającej na autopilocie w osobę, która potrafi świadomie kierować swoim zachowaniem i żyć autentycznie.

Kliknij poniżej jeśli chcesz wiedzieć więcej

Jeśli Ty też chcesz umieścić artykuł na portalu skills.pl to skontaktuj się z nami: portal@skills.pl

Jeśli to lubisz, to podziel się z innymi:

Jak budować na, a nie w kontrze do… – Krzysztof Bobiński


Zbieranie doświadczeń jest jak spacer w mżawce. Nie czujesz, że pada, do czasu gdy nie dotrzesz na miejsce…

Prowadząc szkolenia spotykam się czasem z głosami, że korporacja jest zła. Można być zwolnionym z dnia na dzień, ale nie pozwala się rozwijać, przepuszcza przez tryby i wyciska soki. Ja jednak nie demonizuję tego miejsca pracy…

Znaczącą część swojego zawodowego życia spędziłem w „korporacjach” i nie uważałem, że by było to złe miejsce do pracy. Teraz prowadzę swoją działalność. To pozwala spojrzeć na ponad dwadzieścia lat pracy z innej perspektywy, z zewnątrz.

Korporacje dają duże poczucie bezpieczeństwa. Pensja na konto wpływa co miesiąc, niezależnie od tego, czy znajdziesz nowego klienta, czy nie. Niezależnie od tego czy jesteś zdrowy, czy chory. A jak mówimy o chorobie, to nie można zapomnieć, że większość firm oferuje opiekę medyczną – o to też nie trzeba się martwić. Daje też pewną przewidywalność. Wiadomo czego można się spodziewać. Prawdą jest że wymaga pracy 9-17, ale znam coraz więcej miejsc, gdzie godziny pracy są elastyczne, a nawet można pracować z domu.

Możesz zebrać doświadczenie… jeśli tylko chcesz! Dla wielu osób korporacja daje możliwość testowania różnych rzeczy. Sprawdzania się w nowych zadaniach, uczestniczenia w projektach. Z moich doświadczeń wynika jednak, że nie każdy tego chce. Spotykałem osoby, które chciały robić swoje, a potem wrócić do domu i zajmować się ciekawszymi dla siebie sprawami. I nie ma w tym nic złego. To ważne znać swoje miejsce. Osobiście uczestniczyłem w kilku bardzo ciekawych projektach, jak na przykład wdrożenie SAPa. Oprócz lepszego zrozumienia biznesu, procesów zachodzących w firmie i powiązań między różnymi obszarami działania firmy, to było świetne pole do przyjrzenia się w czym polska logistyka jest podobna do logistyki europejskiej, a w czym się różni. Była to też okazja do poznania ludzi z połowy Europy. Innym uczącym projektem, było stworzenie jednego oddziału w regionie CEE. Kiedy łączyliśmy polski odział z Czechami, Słowacją, Węgrami i Bałkanami, z bliska mogłem zobaczyć jak wpływa to na ludzi i finanse firmy. Jak ludzie reagują na zmiany. Co ważne, w tym wszystkim nie jesteś sam. Możesz uczyć się od innych i poznać swój zespół.  Niezły poligon do ćwiczeń.

Kultura. Praca w międzynarodowym środowisku pozwala też poznać różne kultury z bliska. Sprawdzić czy Niemcy faktycznie są tak uporządkowani, a Amerykanie otwarci. Brytyjczycy, Czesi, Japończycy, Ukraińcy, każdy czymś się różni. To pozwala lepiej wyodrębnić znaczenie kultury polskiej. Czasem wypadamy lepiej – inne nacje doceniają naszą pracowitość, czasem gorzej. Coś co my postrzegamy jako otwartość i bycie szczerym, inni odbierają jako obcesowość.

Doświadczenie zdobyte w korporacji, kojarzy mi się ze spacerem w mżawce. Jak spacerujesz w drobnym deszczu, to prawie nie czujesz, że pada. Dopiero gdy dochodzisz do celu, czujesz że cały jesteś mokry. Moje doświadczenie w dotychczasowej pracy, bardzo procentuje przy poznawaniu nowych osób.  Wystarczy parę zdań, by rozmówca wyczuł, że wiem, czym jest budżet, jak działają procedury, co oznacza audyt, by wiedział, że to wszystko znam, że jestem „swój”. Gdy relacja jest zbudowana, łatwiej o przekazanie, co można zrobić by podnieść swój komfort pracy.

Czy miałem trudne momenty? Oczywiście, że tak. W każdej takiej chwili, gdy było ciężko, miałem jednak świadomość, że może i mój szef się czepia, a kolega zagrał nie fair, ale ja też jestem współtwórcą tej sytuacji. Też nie jestem idealny i mam swoje przywary. A to oznacza, że ode mnie też zależy czy tę sytuację naprawię. I naprawiałem.

Zarówno wtedy, jak i teraz, jest mi bliskie myślenie, by korzystać z doświadczeń i wykorzystywać je do realizacji przyszłych planów. By „budować na” tym co przeżyłem, a nie „w kontrze”. Pod tym względem korporacja jest tak samo dobrym miejscem by się uczyć i rozwijać, jak każde inne.

Fot: Krzysztof Bobiński

Jeśli Ty też chcesz umieścić artykuł na portalu skills.pl to skontaktuj się z nami: portal@skills.pl

Jeśli to lubisz, to podziel się z innymi:

4 Przykazania dobrego managera – Marta Pogorzelska-Nędzi

 

4 PRZYKAZANIA DOBREGO MANAGERA

To oczywiste, że efektywność menedżerów, związana jest z ich wykształceniem i doświadczeniem, co często potwierdzone jest odpowiednimi certyfikatami.

Jednak do bycia dobrym liderem w środowisku korporacyjnym równie ważne są „miękkie” cechy i kompetencje społeczne, wymagane zwłaszcza od Kierowników, którzy pracują z zespołami, jak i przełożonymi oraz klientami.

Oprócz swojej najważniejszej roli czyli odpowiedzialności za realizację postawionych im celów, muszą umieć odpowiednio pracować z ludźmi.

O czym powinni pamiętać ?

1. Stań się mentorem/coachem dla swojego teamu
Bądź opanowanym i empatycznym profesjonalistą, który zarządza ludźmi ale i potrafi ich słuchać. Nie tylko kiedy sytuacja tego wymaga i jest kryzys, ale i na co dzień. Inspiruj, motywuj, rozmawiaj – w pozytywnej atmosferze. Wtedy zaangażowanie zespołu będzie pojawiało się samoistnie, a wspólna praca wyda się przyjemniejsza.

2. Inwestuj w rozwój swoich ludzi
Ludzie chcą się uczyć, rozwijać, ale często nie mają na to czasu (bo deadliny, ASAPy..). Ułatw im to i wysyłaj na szkolenia. Inwestuj w swoich ludzi, pozwól im być lepszymi, zmieniać się i doskonalić. Młodych ludzi motywuje chęć rozwoju i z pewnością będą bardziej zaangażowani w pracę dla Ciebie i z Tobą, jeśli Ty zadbasz o nich.

3. Ucz się od innych
Jak powiedział Napoleon Hill: ”Nigdy niczyje wykształcenie nie jest zakończone i pełne. Możesz polegać na specjalistycznej wiedzy innych, ale powinieneś również uczyć się ze wszystkich możliwych źródeł”. To świetnie jeśli dbasz o swój zespół, ale nie zapominaj o sobie – Ty też powinieneś podtrzymywać aktualność swojej wiedzy. Świat się szybko zmienia, więc chcąc być dobrym menedżerem, nieustająco ucz się, nie tylko na kursach ale i od swoich współpracowników.

4. Żyj z pasją
“Work-life balance” – dotyczy to Ciebie i Twojego zespołu. Praca w korporacji potrafi być wymagająca, warto więc znaleźć czas dla siebie, znajomych i rodziny. Mieć jakieś hobby, pasję, kiedy możliwe będzie naładowanie akumulatorów i zrównoważenie wysiłku włożonego w pracę.

Jeśli Ty też chcesz umieścić artykuł na portalu skills.pl to skontaktuj się z nami: portal@skills.pl

Jeśli to lubisz, to podziel się z innymi:

Jaki jest szef idealny? Lista życzeń według pracowników -Marta Pogorzelska-Nędzi

Jeśli zechcesz cynicznie stwierdzić, że „ideałów nie ma”, popełnisz spory błąd. Dlaczego? Ponieważ lista oczekiwań pracowników to nie koncert życzeń, a dobrze umotywowany i uzasadniony spis cech, które każdy szef powinien mieć.

Wciąż nieprzekonany? W takim razie proponujemy test: sprawdź poniższą listę 6 atrybutów i stwierdź sam, którego z nich nie wymagasz od swojego przełożonego.

Wypłacalny
Niezależnie od tego, o jakiej pracy rozmawiamy, nie jest możliwe zignorowanie kwestii finansowej. Jeśli szef zalega z pensją, to wprowadza ogromny stres w życie pracownika i utrudnia mu funkcjonowanie: nie tylko w miejscu pracy, ale przede wszystkim poza nią. Cierpliwość do nawet najmilszego przełożonego w końcu się wyczerpie, jeśli wciąż  będziemy przez niego zmagać się z brakiem płynności finansowej.

Zna branżę
Dobrze pracuje się wtedy, gdy ktoś, kto nami zarządza, rozumie nasze zadania i stawia jasne cele. Możliwe jest to wtedy, gdy przełożony zna się na swojej branży. Nie musi być ekspertem i nie chodzi o to, by wiedział wszystko. Ale wiedza podstawowa to na stanowisku kierowniczym trochę za mało. Dobrze, jeśli lider dba o to, by „być na bieżąco” z nowinkami w danej dziedzinie.

Konsekwentny
Ważną cechą jest konsekwencja. Nie ma wielu tak demotywujących rzeczy, jak przełożony wciąż zmieniający zdanie i z dnia na dzień odwołujący projekty, które szlifowaliśmy od miesięcy. Trudno jest także pracować w zespole, w którym wciąż zmieniają się reguły, a zachowanie akceptowane u jednego pracownika w innym przypadku spotyka się z krytyką.

Odporny na stres
Wyobraź sobie taką sytuację: deadline, dodatkowe zadanie od zespołu, który sobie nie poradził, ważny partner firmy
nagle się wycofuje… a Twój szef wyłącza telefon i znika na kilka godzin. Od przełożonego wymagamy, by był kapitanem całego okrętu, a to znaczy, by w sytuacji kryzysowej stanął na wysokości zadania. Nie ma mowy o panice!

Inteligentny emocjonalnie
Dobry szef to taki, który chce lepiej poznać swoich podwładnych, zarówno ich potrzeby, jak i problemy. Umie spojrzeć ich oczami na firmę, obowiązki i ich zrozumieć. Taki szef okazuje swoim pracownikom zainteresowanie, buduje z nimi więź porozumienia i integruje zespół.

Dostrzega i dba o talenty
Dba o rozwój i edukację pracowników, stara się wzmocnić ich silne strony oraz udoskonalić te słabe. Dostrzega trud pracowników i nagradza go. Sam także daje przykład i pozwala uczyć się od siebie.

Podsumowanie
Spójrz jeszcze raz na powyższe cechy: wypłacalność, orientację w branży, konsekwencję, odporność na stres, inteligencję emocjonalną, zauważanie talentów i mocnych stron u swoich podwładnych.
Czy z którejkolwiek z nich można zrezygnować? Wydaje się, że nie.
Dlatego, jeśli przypadkiem sam jesteś szefem – już wiesz, do jakiego ideału dążyć!

Jeśli to lubisz, to podziel się z innymi:
szkolenie

Szkolenie czy studia podyplomowe? – Tomasz Nędzi

Z powyższym dylematem mierzy się wiele osób, które myślą o dalszej ścieżce rozwoju zawodowego.
Czy warto poświęcać czas na studia podyplomowe? Czy szkolenie dostarczy wystarczającej wiedzy?

szkolenie
W przypadku studiów podyplomowych celem, który osoba chce osiągnąć jest rozwój zawodowy zupełna zmiana ścieżki zawodowej. W tym przypadku studia podyplomowe dają solidną podbudowę pod nowy zawód lub specjalizację. Służą też poszerzeniu horyzontu o nową wiedzę i pojęcia, które z racji ograniczonego czasu nie mogą być przekazane w trakcie krótkiego szkolenia.

W przypadku szkoleń skupiamy się na uzupełnieniu kwalifikacji w obecnym miejscu pracy, potwierdzenie tych kwalifikacji odpowiednim certyfikatem w celu zwiększenia swojej wartości u obecnego lub kolejnego pracodawcy. Trudno jest sobie wyobrazić, żeby osoba w wyniku pojedynczego szkolenia była w stanie całkowicie zmienić swoją karierę zawodową, jednak może być skuteczne w kwestii przećwiczenia pewnych zachowań i umiejętności.
Studia podyplomowe zakładają zazwyczaj, że uczestnik ma zdobyć wiedzę (czasami teoretyczną) dotyczącą danego kierunku zgodnie z wcześniej określonym programem. W takim przypadku uczestnik może być zmuszony do studiowania przedmiotów, które go nie interesują. Zdarza się jednak, że niektóre z kierunków umożliwiają dobranie przedmiotów, które studenta interesują i stworzenie dedykowanej dla niego ścieżki. Zajęcia mogą odbywać się w grupach do kilkudziesięciu osób.

Szkolenia koncentrują się na danym zagadnieniu i pozwalają nie tylko zdobyć wiedzę, ale też kształcić praktyczne umiejętności w grupie szkoleniowej, która liczebnością nie powinna przekraczać kilkunastu osób w przypadku najlepszych grup 8 do 12.
Na ten dylemat można spojrzeć przez pryzmat czasu, kiedy nasza inwestycja przyniesie korzyści. W przypadku studiów podyplomowych ich czas trwania (od 0,5 do 2 lat) wiąże się zazwyczaj z większą inwestycją czasu na studiowanie, ale przychody z inwestycji też mają długofalowy charakter. W związku z tym okres zwrotu zainwestowanych pieniędzy jest dłuższy niż w przypadku szkoleń.

W przypadku szkoleń, ich czas (od kilku godzin do kilku tygodni) jest znacznie krótszy, a korzyści finansowe wynikające z uzyskania nowych kwalifikacji mogą pojawić się znacznie szybciej. Zatem w tym przypadku można się spodziewać znacznie szybszego okresu zwrotu z inwestycji.

Jak widać wybór może nie być zadaniem łatwym i na pierwszy rzut oka nie wygląda, by jedna z tych form w pełni mogła zastąpić drugą. Na dodatek każdy ponosi konsekwencje swojego wyboru, więc jako autor artykułu trzymam kciuki za Państwa właściwą decyzję.

Jeśli Ty też chcesz umieścić artykuł na portalu skills.pl to skontaktuj się z nami: portal@skills.pl

Jeśli to lubisz, to podziel się z innymi:

Jak rozmawiać w sytuacji …fuckupu? – Kamila Jakubowska

Zawaliłeś. A teraz musisz iść zameldować o tym szefowi.

Nie dość, że ukarałeś się sam/sama, bo schrzaniłeś, a przecież jesteś co najmniej dobrym specjalistą, to teraz czeka cię druga kara w postaci wstydu przed szefostwem, a może też trzecia kara w postaci wykładu, profesjonalnych szefowskich fochów i foszków pod twoim adresem.

A kto wie – może i czwarta kara – będziesz musiał wszystko odwracać w katorżniczym tempie, jak organizacja dojrzała, a jak mniej dojrzała, to pospolity ostracyzm zespołu. Nie fajnie. W szczególności kara druga i drugi wariant czwartej kary wydają się być najbardziej dotkliwe i na pewno nie ułatwią ci rozmowy o twoim błędzie.

Ale takie użalanie się nad swoim losem nie rozwiąże problemu i w niczym nie ułatwi tej rozmowy.
Jak ją przeprowadzić, aby była dla Ciebie jak najmniej bolesna i żeby była jak najbardziej konstruktywna? Bo wiesz, że może być taka? Ludzie i firmy uczą się przecież na błędach! Trzeba tylko podejść do nich przedmiotowo. I przygotować się do rzeczowej rozmowy.

Po pierwsze spójrz, jakie w kontekście rozwoju projektu będą konsekwencje tego fuckupu. Wyobraź sobie dalszy bieg wydarzeń, krótko- i długofalowe następstwa twojego błędu, zagrożenia, jakie one niosą, konsekwencje dla działu i firmy.

Po drugie spójrz, w jakiej sytuacji ten błąd stawia Twojego przełożonego. Jeżeli sytuacja będzie się rozwijać – jakie konsekwencje przyniesie to dla niego lub niej personalnie. Szef też człowiek. Tak samo jak i tobie – wlepiono mu cele i ma je realizować, a jak nie, to… No właśnie, to co wtedy? A twój fuckup sprzyja realizacji przez niego jego celów czy wręcz przeciwnie? Jak myślisz, ma podstawy, by się złościć lub denerwować?
Odpowiedź na to pytanie może być fundamentem dla ciebie, kiedy pójdziesz na tę trudną rozmowę. Poza tym empatia, a właśnie o niej tu mowa, jest kluczem do prowadzenia rozmów konstruktywnych.

Po trzecie zastanów się, jakie są możliwe rozwiązania dla problemu, który wywołał twój błąd. Jasne, możesz nie wiedzieć o wszystkim, ale z pewnością wiesz wystarczająco dużo, aby chociaż rozpocząć proces naprawy. Zaproponowanie rozwiązań przełożonym ponad wszelką wątpliwość pozwoli im widzieć w tobie specjalistę, który choć się myli – bierze odpowiedzialność za to, co robi. A to bezcenne, wiesz?

Po czwarte – przeanalizuj błąd. Jak to się stało, że do niego doszło. Co dokładnie się wydarzyło? Co konkretnie było przyczyną błędu? Jaki układ sił, ludzi, procesów spowodował, że coś nie zadziało i jaki był w tym Twój udział? Do jakiego stopnia miałeś wpływ na to, co się wydarzyło? Jaką bierzesz z tego lekcję na przyszłość, dla siebie, dla zespołu, dla firmy?

Po piąte – daj empatię także sobie. Dlaczego tak ci wstyd? Co spowodowało, że się tak denerwujesz? Uważasz się za specjalistę, ale okazało się, że z tą specjalizacją to tak nie za bardzo? Chciałeś być rzetelnym partnerem / pracownikiem / ekspertem, a zawiodłeś i to cię rozczarowało? Jak emocja stoi za twoim wzburzeniem? Dostrzeż i zrozum ją. Jak to zrobisz – w czasie twojej trudnej rozmowy nie wyskoczy jak diabeł z pudełka krzyżując ci szyki.
Jeżeli przyłożyłeś się do przygotowania do tej rozmowy, wiesz już skąd pochodzą Twoje obawy i co może decydować o nieprzyjemnym przebiegu rozmowy. Ale dobra wiadomość jest taka, że masz już też wszystko, co potrzebne do uczynienia tej rozmowy konstruktywną. Podnieś głowę i idź rozmawiać. Nie obawiaj się, będzie dobrze.

Krok pierwszy: powiedz z czym przychodzisz. Że został popełniony błąd, że zaistniał w takich i takich okolicznościach. Że ty miałeś w nim taki i taki udział. Krótko, konkretnie, bez owijania w bawełnę i samobiczowania się – nikt nie lubi tego słuchać, a twojego rozmówcę interesują rozwiązania problemu, a nie twoja samoocena.

Drugi krok jest trudny, bo wystawia nas na ocenę drugiej osoby, na jej złość lub rozczarowanie. Jednak jest to krok, bez którego trudno będzie całą rozmowę prowadzić dalej. W tym kroku należy zapytać, jak druga strona ma się z wiedzą o fuckupie. Tutaj warto dać twojemu rozmówcy tyle empatii, na ile tylko cię stać. Czyli np. powiedzieć, że zdajesz sobie sprawę, że powierzono ci to zadanie z zaufaniem, że dowieziesz, ale tak się nie stało. Oraz że rozumiesz konsekwencje, jakie ta osoba może ponieść z powodu błędu. I co najważniejsze – wysłuchać wszystkiego, co ma do powiedzenia na ten temat; dać jej się wygadać.

W kroku trzecim mówisz, jak sam się czujesz z tym fuckupem, bo… uważasz się za speca w tej dziedzinie, bo potrzebujesz sam czuć się godzien zaufania. I że w tej sytuacji zależy Ci na jak najszybszym rozwiązaniu problemu. To jest empatia dla Ciebie. Tobie także przysługuje prawo do empatii; nawet, gdy to ty spieprzyłeś.

Krok czwarty jest poszukiwaniem strategii na najlepsze dla obu stron rozwiązanie problemu. Tutaj możesz zaproponować rozwiązania, które znalazłeś dla tej sytuacji. Twój szef, twój rozmówca też na pewno będzie miał coś do powiedzenia.

Został krok piąty. I wykracza on już poza sferę komunikacji. Zrób to, co ustaliliście i wywiąż się. Nie denerwuj się, to nie rocket science, a ty jesteś specjalistą w swojej dziedzinie. Będzie dobrze 🙂

Jeśli Ty też chcesz umieścić artykuł na portalu skills.pl to skontaktuj się z nami: portal@skills.pl

Jeśli to lubisz, to podziel się z innymi:

Facylitacja, czyli jak powozić zaprzęgiem kotów – Katarzyna Łukaszuk

Co robić w sytuacji, gdy przedstawiciele różnych działów w firmie mają wspólnie wymyślić, opracować  i czasem zrealizować  wartościowe rozwiązanie, z którym większość się zidentyfikuje.

Co robić by sprzedaż, marketing, produkcja, technologia, redakcja, finanse, twórczo i zaangażowaniem, w imię wspólnego dobra, wzniosły się ponad własne interesy?

Czy jest to możliwe? Doświadczenia wielu firm mówią, że nie. Moje doświadczenia, jako facylitatora, mówią, że jest to możliwe. Dlatego będzie to tekst o pożytkach płynących z facylitacji.

O facylitacji mówi się czasem, że jest jak powożenie zaprzęgiem kotów. Zaprzęgiem złożonym z różnych (czasem sprzecznych) celów, różnych potrzeb i metod działania. Zaprzęgiem, który musi dowieźć firmę do ważnego dla niej rozwiązania, celu.

Wiele razy, patrząc na zmagania i frustracje firm z budowaniem strategii, programów antykryzysowych czy nowych metod działania, zastanawiałam się dlaczego nie korzystają z zawodowych „woźniców” tego „kociego zaprzęgu” czyli facylitatorów.

Facylitator to ktoś, kto ma jeden cel. Ma doprowadzić grupę do zbudowania wspólnego, wartościowego i realnego rozwiązania, uwzględniającego potrzeby członków grupy i opartego o ich wiedzę i doświadczenia. To różni facylitatora od pozostałych uczestników wspólnej jazdy, gdzie każdy, łącznie z szefem firmy, ma swoje cele.

Czym różni się facylitator od kierownika projektu? Tym, że facylitator pracuje z grupą,  gdy nie wiadomo jeszcze, co będzie na końcu, a szef projektu zarządza działaniem prowadzącym do określonego rezultatu. Można powiedzieć, że zarządzanie projektem jest kolejnym etapem po stworzeniu przez grupę koncepcji rozwiązania.

Facylitator to zawód. Wymaga konkretnych umiejętności i doświadczeń oraz stosowania określonych metod i narzędzi. Do jego dobrego wykonywania potrzebne są pewne cechy osobowości. I – jak każdy zawód – im dłużej się go wykonuje tym ma się lepsze rezultaty.

Możesz powiedzieć –  u nas to i najlepszy facylitator nie pomoże. Bo konflikty, bo „zabetonowane silosy”, bo nawyki, bo frustracja i brak wiary. To prawda.

Nie zawsze facylitator jest w stanie przezwyciężyć „złe siły”. Często jednak jest w stanie to zrobić, bo ma inną perspektywę patrzenia na negatywne i pozytywne zjawiska w firmie, bo ma metody i narzędzia służące celowi integracji. Bo ma doświadczenia z wielu firm i sytuacji. Bo jest specjalistą od procesów i zachowań grupowych. Bo nie ma innych celów prócz tego, by grupa stworzyła najlepsze, wspólne rozwiązanie

Kiedy będziesz potrzebował, by wspólnie, w oparciu o wiedzę i wartości, jakie są w każdym działów zbudować, wymyślić, znaleźć rozwiązanie, pomysł – rozważ pomoc facylitatora.

Znalazłam odpowiedź na pytanie, dlaczego firmy nie korzystają z pomocy zawodowych facylitatorów. Dlatego, że nie wiedzą, że mają taką możliwość. Dlatego napisałam ten tekst:)

Fot. pixabay, Katarzyna Łukaszuk


Jeśli Ty też chcesz umieścić artykuł na portalu skills.pl to skontaktuj się z nami: portal@skills.pl

Jeśli to lubisz, to podziel się z innymi:

6 rzeczy, o których trzeba pamiętać przy szukaniu akredytowanych szkoleń – Marta Pogorzelska-Nędzi

Na co warto zwrócić uwagę przy szukaniu akredytowanych szkoleń, zakończonych oficjalną certyfikacją, aby była to w 100% trafiona inwestycja?

  1.   termin szkolenia – czy jest gwarantowany, czy nie  ma minimalnej liczby uczestników; wtedy trzeba się liczyć , że szkolenie nie odbędzie się lub będzie przekładane
  2. ilość uczestników w tej samej sali szkoleniowej – np. 20-30 osób w sali daje znacznie mniejszą efektywność nauczania niż 8-10 osób
  3. kompleksowość usługi – czy w cenie jest wliczony egzamin i oficjalny podręcznik oraz akredytowane materiały szkoleniowe, czy też uczestnicy mają tylko skrypt materiałów i muszą dodatkowo dokupić egzamin oraz książkę
  4. profil trenera- jego wykształcenie i  doświadczenie, rozpoznawalność na rynku, czas od jakiego posiada akredytację
  5. referencje  i opinie o firmie, szkoleniach , trenerach (zarówno te oficjalne, jak informacje wymieniane między absolwentami, czy w internecie
  6.  warunki szkoleniowe – czy w cenie szkolenia wliczone są przerwy kawowe i obiad; łatwość dojazdu: komunikacją miejską, jak i samochodem – czy są dostępne bezpłatne miejsca parkingowe itp.

Szkolenie to inwestycja w siebie – im większa inwestycja tym większy zwrot!

Jeśli Ty też chcesz umieścić artykuł na portalu skills.pl to skontaktuj się z nami: portal@skills.pl

Jeśli to lubisz, to podziel się z innymi:

Jak przygotować się do rozmów o rabatach z klientem? – Małgorzata Warda

Handlowcy zwykle twierdzą, że nie mają wpływu na marżę, gdyż to inne działy w firmie, decydują w o cenach sprzedaży, a nie oni. W ich gestii leży zazwyczaj niewielki upust promocyjny, którego mogą udzielić klientowi do większego zamówienia.

Często jednak zdarza się, że handlowcy nadużywają tego rabatu, który leży w ich gestii, aby zdobyć zamówienie od klienta. Nierzadko też dzwonią do szefa po dodatkowy rabat, leżący poza ich kompetencjami. Przyjrzyjmy się następującej sytuacji:

Dzwoni handlowiec do zwierzchnika:
Handlowiec: „Szefie – potwierdź mi dodatkowe 3% rabatu promocyjnego, muszę udzielić go klientowi, aby dostać zamówienie”.
Przełożony odpowiada: „ A o ile więcej kupią?”
Handlowiec: „ Nie wiem, ale bez dodatkowego rabatu pewnie nic nie zamówi”.

Czasem rabat ten ukryty jest w innych dodatkach, nie mających bezpośredniego wpływu na obniżenie ceny na fakturze i wyniki handlowca. Dla naszej organizacji dodatkowe benefity mogą być jednak wydatkiem wpływającym na całokształt rentowności przedsiębiorstwa – np. dostawa do klienta na nasz koszt czy wydłużony termin płatności. W sytuacji gratisowej dostawy jej koszt przypisany jest do działu logistyki – handlowiec „nie widzi” go w swoich wynikach. Nie mniej jednak firma go ponosi na rzecz klienta. Gdyby klient sam odebrał towar, to on poniósłby koszt za transport, więc dostawa realizowana przez nas jest formą dodatkowego rabatu.

Przyjrzyjmy się zatem jak dodatkowe rabaty lub koszty mogą wpłynąć na rentowność współpracy, analizując poniższy przykład:

Standardowa cena zakupu produktu A dla klienta wynosi 40 zł netto.
Handlowiec proponuje 100 szt.
Cena wytworzenia produktu wynosi 19 zł.
W tej sytuacji sprzedający realizuje marżę wartościową na 1 szt. w wysokości 21 zł (40 zł- 19 zł = 21 zł).
Przy sprzedaży 100 szt. realizujemy następującą masę marży: 100 szt. x 21 zł = 2100 zł.

Jeśli udzielimy klientowi 10% dodatkowego rabatu promocyjnego ( lub innych benefitów na jego równowartość) nasza rentowność w zakresie masy marży przedstawia się następująco:

Klient oczekuje dodatkowego rabatu 10% przy ilości 100 szt.
Cena zakupu produktu A dla klienta po dodatkowym rabacie:
40 zł netto – 10 % dodatkowego rabatu = 36 zł netto.
Cena wytworzenia bez zmian czyli 19 zł.
Marża wartościowa dla sprzedającego na 1 szt. produktu: 36 zł – 19 zł = 17 zł.
Masa marży wartościowej przy 100 szt.: 100 x 17 zł = 1700 zł.

Na powyższym przykładzie widać więc, że sprzedając taką samą ilość tracimy na masie marży nie 10% czyli tyle ile wynosi rabat promocyjny, lecz aż 19%! W tym wypadku daje to kwotę 400 zł.

Warto mieć tę świadomość tych zależności podczas negocjacji.

O ile większy zakup powinien zatem zaproponować klientowi handlowiec udzielający dodatkowego rabatu, aby zrealizować przynajmniej taką samą masę marży dla swojej firmy?

W tej sytuacji należy podzielić marżę, którą osiągnęlibyśmy na sprzedaży w cenie regularnej (2100 zł), przez marżę wartościową na sztuce po uwzględnieniu dodatkowego rabatu ( 17 zł): 2100 zł/17 zł = 123,5 – co daje w zaokrągleniu 124 szt.
Oznacza to, że musimy sprzedać co najmniej 124 sz. a więc o 24 szt. więcej, aby „odrobić” marżę, którą skonsumuje nam dodatkowy rabat.

Reasumując – warto przygotować handlowców do rozmów z klientami nie tylko pod kątem samych technik negocjacyjnych, ale także pod kątem umiejętności matematycznych.

Pozwolą im one nie tylko lepiej zrozumieć wpływ ich własnych działań na rentowność firmy, którą reprezentują, ale również prowadzić profesjonalne i efektywne rozmowy z kupującymi.

Fot. Pixabay, Małgorzata Warda

Jeśli Ty też chcesz umieścić artykuł na portalu skills.pl to skontaktuj się z nami: portal@skills.pl

Jeśli to lubisz, to podziel się z innymi:
facylitacja

Facylitacja w projektach – Tomasz Nędzi

Technika ta staje się coraz bardziej popularna, ponieważ pozwala dojść zespołowi do samodzielnej decyzji, jednak z udziałem osoby, która potrafi odpowiednio pokierować rozmową tak, by uczestnicy nie zrobili sobie nawzajem „krzywdy”. Zgodnie z definicją „facylitacja to każde działanie, które powoduje, że w facylitacji stawia się mocny nacisk na rozróżnienie odpowiedzialności za proces od odpowiedzialności za zadanie”.

facylitacja
Podobnie jak w przypadku zarządzania projektami, proces oznacza pewne działania prowadzące do określonego rezultatu. Standardy takie jak PMBOK®Guide lub PRINCE2® nie definiują zawartości tego, co w procesie jest przetwarzane – podobnie w podręczniku facylitacji nie definiuje się zawartości tego, co mamy osiągnąć. Podręcznik określa to jako „Zadanie”. Kilka zrealizowanych zadań łącznie pozwala nam na osiągnięcie celu. W przypadku zarządzania projektami może tym celem być: zrealizowanie projektu w ramach ograniczeń trójkąta projektu.

A zadania w, których nam facylitacja może pomóc to np. identyfikowanie ryzyk.
W kontekście zarządzania projektami w związku z tym raczej nie oczekiwalibyśmy od Kierownika Projektu pełnienia roli facylitatora, ale możemy spodziewać się, że przyjmie on/ona rolę Lidera zadania. Również w podręczniku DSDM Atern (najbardziej kompleksowej metodzie agile) znajdziemy wyraźną sugestię, że facylitator to oddzielna i niezależna od Kierownika Projektu rola.

Celem facylitacji jest zapewnienie, żeby spotkania i warsztaty były zaprojektowane, oraz prowadzone w sposób skuteczny. Kim zatem jest facylitator? Facylitator to osoba wykwalifikowana w wykorzystaniu odpowiednich do zadania: procesu, modeli, technik i narzędzi.

Doświadczony facylitator (podobnie jak doświadczony Kierownik Projektu) posługuje się procesem tak by inni mogli zrealizować cele przed nimi postawione. To od wprawy i doświadczenia facylitatora (tak jak w przypadku Kierownika Projektu) zależy jak sprawnie radzi sobie on z dobraniem odpowiednich narzędzi i dopasowaniem procesu do wymagań zadania. Jak widać facylitacja wygląda (podobnie jak zarządzanie projektami) na dziedzinę samą w sobie.

Wygląda więc na to, że rolą Kierownika Projektu jest raczej pozyskanie i zmotywowanie odpowiednio doświadczonego specjalisty by rezultaty były co najmniej zadowalające. Wydaje się jednak, że to jest to, co doświadczeni Kierownicy Projektów robią najlepiej.

Jeśli Ty też chcesz umieścić artykuł na portalu skills.pl to skontaktuj się z nami: portal@skills.pl

Jeśli to lubisz, to podziel się z innymi:
12
Translate / Übersetze